Chmurny był wieczór, kiedy Jodź Witola

Uniósł przez puszcze od wieśniaczéj chaty;

Na niebie, jakby podartemi szmaty,

Brudne obłoki, rozpierzchłe, wisiały;

Wiatr w górze szumiał; wielkiemi kroplami

Deszcz się niekiedy oznajmował ziemi;

A piorun, tocząc się ze chmury w chmurę,

Warczał, nim upadł na przelękłych głowy.

Jodż, jakby burzę czy wroga przeczuwał,

Coraz biegł prędzéj, coraz chyżéj ścigał.