Lecz duch Perkuna prześcignąć się nie dał,

Ciągle nad niemi przez chmury szybował,

Ciągle ich okiem ognistém pilnował.

Tymczasem burze warczały po chmurach;

Huk wprzód daleki, teraz bliższy coraz,

Gęstszą co chwila błyskawicą groził;

I wicher ku nim wiał ciepły, siarczysty,

Z powietrzem ciężkiém, gęstemi wyziewy.

Oni lecieli coraz chyżéj, chyżéj.

Jodź głową w górę potrząsnął i stanął.