I ostrym dziobem już ku niéj kierował,
Spójrzał raz jeszcze — nie było Witola,
Kod tylko pędził. Ptak za nim poleciał,
Na próżno pastwy485 upatrując swojéj.
To się raz spuszczał nad głowę rumaka,
To wkoło niego kręcił i szybował.
Nigdzie Witola. Myślał: — Koń go zrzucił,
Pozostał w tyle, a jam go ominął. —
Spuścił się nizko486 i leciał nad drogą.
Jodź spójrzał w górę — jeszcze burze grzmiały,