Potopy deszczu lały się na ziemię,

Ale już ptaka nad nimi nie było.

Jeszcze dwie mile, a daléj pogoda

I odpoczynek w zielonéj dolinie.

Skoczył dwie mile i stanął zdyszany.

— Panie! — rzekł — wynijdź487, bo już niema ducha. —

Witol ze swego wyskoczył pałacu,

I, głaszcząc konia, usiadł na murawie.

— Cóż ty chcesz, koniu, za twoje usługi? —

— Nic, o mój Panie! Chciałbym ja raz tylko