Na długo jeszcze pole walk broczyli;
Czasem przez wielkie pędzili jeziora,
Martwe i lśniące, które pod kopytem
Chicho i straszno w głębinach tętniały;
To znów przez zaspy śniegu się kopali,
Które, jak góry wznosząc się olbrzymie,
Tysiącem pyłów gwiaździstych błyskały.
Pochmurne niebo czasem się iskrzyło,
Jak drugie szkliste nad głową jezioro;
Czasem się w siwe ubierało szaty;