Jak szata ciemna, z wiatrem kołysały.

Jodź zarżał, patrząc na górę wysoką,

I jeszcze chyżéj biegł po krętéj drodze.

Pomiędzy lasem széroko ubitéj:

Wspinał się silny i na skały drapał;

Z nozdrza mu ogień, zda się, wyparskiwał;

Uszy nastawił i nasrożył grzywę;

Tak aż do bramy zamkowéj doleciał.

Tu Witol porwał zwieszony u pasa

Róg i zatrąbił. Zaraz służba mnoga