Nazajutrz szaty przynieśli bogate

I miecz złocisty w podarku od króla.

Przywdział je Witol, lecz Krewe Krewejty

Miecza nie rzucił, choć oka nie wabił,

Ani się świecił bogatą pozłotą.

Znowu, jak wczoraj, dzień minął wesoło,

W uczcie i śpiewach, nad dzbanami miodu.

W samo południe na podwórzec wyszli

Przygotowaném bawić się igrzyskiem.

W środku ścian cztérech z białego kamienia,