A Witol Jodzia zapalczywe rżenie.

Król, gniewem płonąc, porwał się od stoła.

— Kto klacz cudowną puścił na dolinę?!

Śmierć mu! Już za nią żrebiec512 się upędza! —

I biegł do okna, i oczyma szukał.

Pod górą zamku oba konie stały;

Już miłośnemi złączone pyskami

Wzajem poznawać i cieszyć się zdały.

Klacz króla rżała do swego kochanka,

Grzywa jéj wiatrem wzniesiona latała,