Lecz nieprzyjaciel miał żądło zatrute,

I wzrok, którego wejrzeniem zabijał,

Skrzydła, któremi mógł się wznieść do góry,

I do szarpania swéj pastwy pazury,

I ostre zęby, błyskające w paszczy.

Witol się jednak nie uląkł przed wrogiem,

Do Boga wojny ślub w sercu uczynił

I szedł ku niemu. Smok i on stanęli,

Jasnemi oczy538 na siebie patrzali,

I krok stąpili, znów się mierzą wzrokiem,