A w zębach pałka jak próchno się zgniotła.

Ustąpił na krok Witol, odpiął procę,

Podniósł się, ręką między oczy zmierzył,

I z bukiem w głowę poczwary uderzył.

Ze świstem kamień przeszywał powietrze;

Ale, dotknąwszy ledwie smoczéj głowy,

Tocząc się, upadł bezsilny na ziemię.

I smok, jak wprzódy, sunął się na niego

Sycząc straszliwie, przeraźliwym wzrokiem

Szukając oczu swego przeciwnika,