I wzrost swych ojców, dziwowisko ludu.

Gdy chodził, wielką sosną się podpierał;

A brnąc przez rzeki, ledwie się zamoczył;

Głową nad puszcze litewskie przenosił;

Wielkiemi skały, wrosłemi do ziemi,

Jak dzieci piaskiem, przerzucał na dłoni.

Biada złym było, którędy przechodził!

Bo zbrodnie karał, i całe krainy,

Jak straszna burza, niszczył i pustoszył.

Zawsze w podróży, szukał walk i przygód.