Wyszli obadwa. Wielkie ludu tłumy

Ze stron się wszystkich zebrały przyglądać;

I okoliczne wzgórza mnogą zgrają,

Jak pola kłosów niezliczoném mnóstwem,

Okryte były; a jak lasy szumią,

Tak uciszony lud, czekając walki,

Po cichu szemrał i z przestrachem gwarzył.

Nigdy takiego jeszcze przeciwnika

Witol przed sobą i mieczem nie widział:

Bo łatwiéj było dzikie puszcz niedźwiedzie,