A Witol, z chwili korzystając błogiéj,

Nogę mu porwał, pociągnął, powalił,

I z nim się razem na ziemię wywrócił.

Oślepły Alcis szukał wroga wkoło.

On się przypełznął aż do jego głowy,

I, obie ręce kładnąc w oczu dwoje,

Jął je wydzierać, a gardło nogami

Deptać obiema. Jeszcze Alcis z dziwu

Nie mógł powrócić do sił i pamięci,

Kiedy syn Mildy, już jego zwyciężca,