Nie mógł się podnieść. Próżno silną dłonią

Witola chwytał i precz chciał odrzucić.

Witol się wężem do gardła uczepił

I rękę wpoił pod krwawe powieki.

— Dosyć już walki! Przebacz! Dzidziawirze!

Daruj mi życie! Przyjaciółmi bądźmy. —

Te słowa jęcząc gdy Alcis wymówił,

Witol go puścił, i piérwszy, klęknąwszy,

Jął mu krew z oka i ranę obmywać.

Podniósł się Alcis; lecz wstyd od krwi gorzéj