Niech przyjdą swaty wysłani,

I rodzice zastrzygani

Poprowadzą w jego dóm!

Pieśń kończąc, spójrzy — zlękła się dziewczyna:

Witol, u źródła siedząc zamyślony,

Czekał już na nią. Pieśń jéj w ustach kona.

Romussa bieży i w krzaki się chowa.

Na próżno Witol łagodnie jéj wołał.

Ona, się kryjąc w leszczyny gałęziach,

Patrzyła, cała zrumieniona wstydem,