A wyjść nie śmiała jemu się pokazać.

Witol ją, biegąc drożyną, dogonił.

— Czegóż się lękasz? — rzekł — czego? dziewczyno!

Czyli się wstydzisz śpiewanéj piosenki? —

— O! nie! mój Panie! lecz ciebie się wstydzę. —

Końcem fartucha twarz piękną zakryła,

I szła powoli, patrzając582 zpod583 oka.

Jak Witol za nią w ślad nazad powracał.

Zeszli i trzodę u źródła poili.

— Kochasz ty kogo? — zapytał — dziewczyno! —