Strojny bogato, wjechał na podwórek

Smerda Witola, jego keleweże.

A w wozie białych czétry konie było.

Ledwie woźnica utrzymał je w ręku.

Kiedy Romussę wsadziły dziewczęta,

I wóz, i konie, ruszyły z łoskotem,

Mignęły tylko i znikły wśród lasu.

Ledwie przez chwilę słychać turkot było.

Po chwili wszystko dokoła ucichło.

Rodzice, stojąc na progu, płakali;