Płonął on, żółtym płomieniem objęty.

Dusza Witola na Jodziowym cieniu

Leciała na wschód, do ojców krainy.

Z mieczem Krewejty i głową zwieszoną.

Smutny, na zgliszcza zamczyska patrzając,

Powoli mléczną odjeżdżał już drogą.

Spójrzała matka, zalała się łzami,

I szatą mglistą cień syna owiała;

Mówić nie mogąc, łkała i płakała.

— Ty jedziesz, synu, z ojcem się połączyć.