Krumine matka próżno się cieszyła,

I z méj młodości na przyszłość wrółyża

Mnie szczęścia wiele, a sobie pociechy.

Porwał mnie Poklus sponad brzegów Rosi.

Płakałam biédna, lecz nie dzisiejszemi,

Nie temi łzami, któremi dziś płaczę.

Tamto łzy były za matką kochaną,

Dzisiejsze moje za przeszłością całą.

W początkach jeszcze los mój był znośniejszy.

Choć już nie taki, jaki był u matki,