Jutro daleko w cudzy kraj wędrują,

I lecą jeszcze i wracają znowu.

Aż orle pióra od słońca zbielały.

Szpony osłabły i piersi mu wyschły.

I począł tęsknić za duchów krainą,

Kędy go czekał ojciec i dziadowie.

Roztoczył skrzydła, chciał lecieć — Romussa

Jękliwym głosem Witola wstrzymała.

— Dokąd? mój luby! —

— Czas do ojców ziemi. —