Ale na czyjąż zda dziécię opiekę?

Myślał, i siwe roztoczywszy skrzydła,

Wzbił się w powietrze, nad puszcze poleciał.

A matka siedzi i tuli piersiami

Dziécię kochane, i ojca wygląda

Dzień jeden, dwa dni; głosem go przyzywa;

Strach ją przejmuje; coraz częściéj woła.

Wabi Witola; ale puszcza głucha

Szumem jéj tylko dzikim odpowiada;

I nic nie słychać, nic widać nikogo.