Bo ziemię porył, porozlewał wody,
Széroką drogę rozesłał za sobą.
Śladem więc biegła Milda, kędy ciało
Martwe, bez duchu, w głębi puszcz leżało.
A tam już ojciec, i bracia, i siostry,
Nad trupem jego łzy lejąc od rana,
Kładli stos wielki ze smolnéj sośniny,
W dolinie, którą głuchy las otaczał,
W pośrodku któréj pagórek zielony
Wznosił się darnem i krzewem okryty.