Słuchając pieśni, płakali przytomni129;
A płomień, coraz wyżéj wznosząc głowę.
Konia, i trupa, i psy, i sokoły,
Gęstemi sploty dokoła otaczał;
Potém, gdy wiater na dół go odrzucił,
Czarne na stosie skwarczyły się ciała,
Których już nawet przyjaciela oko
I serce matki rozpoznać nie mogło.
A niewolnicy, wyciągając ręce,
Jęcząc boleśnie, rzucali się z stosu