Alleps wszedł, skinął, zniknęli kapłani;

Mindows sam jeden ze starcem pozostał,

Który na ogień rzucał liście suche,

Bursztyn, żywicę, włosy z bydląt głowy,

I len, ofiarną posoką skropiony.

Dokoła cisza poranku leżała,

Sam ogień tylko potrzaskiwał, syczał.

Nagle gałęźmi stary dąb poruszył, —

Zaszeleściały; zda się, że Perkuna

Posąg się zatrząsł, i wpośród milczenia