Milczeli, z strachu osłupieli słudzy —
Wtém Mindows przeciw nieznajomym skoczył,
Stanął — i słowa nie wyrzekł zdziwiony.
Piérwszy był łowiec202 z posiwiałym włosem,
Twarzą zoraną marszczki głębokiemi,
Silny, barczysty, znać nie z meszką203 tylko
W puszczach się dawniéj sam na sam potykał.
Na twarzy miecza znaczne były ślady,
Jak stare drogi zarosłe darniną;
Jednego oka brakowało w głowie,