Co mi tu kradniesz w moim lesie zwierza,

I o dniu białym wypłaszasz mi knieje?

Mów! Słyszysz! — albo tą strzałą, na dzika

Gotową, serce harde ci przebiję. —

— A ty ktoś taki? — rzekł Mindows spokojnie.

— Nie pytaj! stary odpowiedział w gniewie.

Ja pytam ciebie, jam tu pan, mam prawo;

Jak śmiałeś w las mój puścić się z ogary? —

— Bom pan i lasu, i twój, i téj kniei! —

Rzekl Mindows, gniew swój hamując na chwilę.