Sudymunt jeszcze do nóg mu się rzucił

I płakał gorzko. — Mindows pchnął starego,

Szedł ku drzwiom, wiodąc Marti we łzach całą.

Lecz stary powstał i drzwi zaparł sobą.

— Nie pójdziesz! krzyknął, nie pójdziesz! chyba mnie

We własnym domu zabijesz na progu,

Zgwałcisz najświętsze gościnności prawo!

Nie weźmiesz Marti! Ja bym dziecię moje

Dał w szpony kruka, co rozdarł swych braci,

Co stos ojcowski krwią starszych obroczył,