Co w sercu nie ma dla sierot litości! —

Ja bym ci drogie oddał dziecię moje!!!

Nigdy! — Idź po mnie, zabij bezbronnego,

I śmiercią moją kup, jeśli chcesz, żonę! —

— Precz, Sudymuncie! — Mindows ku drzwióm kroczył,

Odpychał starca — on stał murem wryty,

Gniew coraz oczy bardziéj mu płomienił.

Skinał na sługi. — I wpadli siepacze.

Marti ojcowski oszczep pochwyciła;

Sudymunt sługi rozmiatał prawicą,