A Mindows, paląc się złością, szedł straszny,

Nic już nie słyszał, o wszystkiém zapomniał.

Pchnął; a Sudymunt upadł na kamienie

I krwią się oblał, jęczał i przeklinał.

Słudzy płaczącą Marti pochwycili. —

— Na koń! wrzał Mindows, na konie i w drogę! —

Wypadł w przedsienie, a głos gonił za nim —

— Przeklętyś, zdrajco, przeklęty na wieki!

Ty, twoje dzieci, ród twój, ziemia cała! —

Przeklęty! — Będziesz w ostatniéj godzinie