Wołał duch zemsty — Przeklęty! przeklęty! —

Złamałeś święte gościnności prawo,

A Bogi ciebie i ród twój ukarzą. —

Uciekał z tłumu, szedł do pięknéj Marti,

Lecz łzy jéj ojca przypomniały znowu,

I patrząc na nią, jakby na swą zbrodnię

Patrzał, i srożył, gniewał się i zżymał.

Siódmy dzień jeszcze na zamku święcili:

Noc była czarną osłoniona chmurą,

W świetlicach śpiéwy kobiéce dźwięczały,