Gorzał światłami gród Krywiczan cały,

W podwórcach beczki miód strumieniem lały,

U stołów starsi smerdowie, przybyłych

Przyjmując, rogi wychylali pełne.

Mindows uciekał od wszystkich, od żony,

Sam jeden wyszedł ku wrotóm zamkowym,

Z spuszczoną głową, z zaiskrzoném okiem,

Stanął na moście, oparty o wieżę,

I szarpał suknią na piersiach wzburzonych;

Za nim z daleka gwar został zamkowy;