Słuchał, lecz uszy nie zwodziły; znowu
Głos szedł i jęki od wieży zamkowéj.
Jeden i drugi, i trzeci, i więcéj. —
To pojedyńczo boleśnie skomlały,
To razem wszystkie głośniéj się wznosiły. —
Mindows od wieży zawołał strażnika —
— Kto tu, rzekł, jęczéć śmie w dzień mój weselny?
Czyj to głos z ziemi na wierzch się dobywa? —
A strażnik pobladł, i usty drżącemi
Nie śmiał nic wyrzec, stanął martwym głazem.