Mindows go spytał znowu, i przekleństwo

Rzucił na sługę. — Przelękły, nieśmiało —

— Trzéj Montwiłłowi, rzekł, siedzą synowie,

I jak pisklęta nieustannie płaczą.

Wnet głębiej jeszcze zrzucę ich, byś, panie

Nie słyszał więcéj nienawistnych głosu. —

A Mindows myślał, z zachmurzoném czołem —

— Do mnie ich przywieść, rzekł, i zdjąć z nich pęta. —

Odszedł, a sargas smutnie potrząsł głową.

— Ostatnią sobie wypłakali chwilę —