Na ziemię cudem z rąk mu się wyrwały.

Tak lica blade, tak oczy zmęczone,

Tak ciała zbite, zsiniałe, zranione.

I szli przedsieniem, weszli do świetlicy;

Mindows przy ogniu siedział zamyślony,

Wzniósł oczy, spojrzał i powstał w milczeniu.

Ale litości nie widać w nim było,

Raczéj szyderski uśmiéch, co po wargach

Latał, jak jastrząb lata ponad niwą.

Wszyscy na braci oczy obrócili,