I krew ofiarną na płótnie zsuszoną.

Kobolóm w chatach skłaniał się pokornie,

A gdy noc padła, idąc na postanie,

Krzyżem się zbroił od szatańskiéj siły. —

Bo w głowie jego dwa życia walczyły,

Dawne i nowe, a w obliczu ziemi,

W któréj przepędził młode swoje lata,

Wszyslko mu młode do piersi wróciło.

Już nowogródzki zamek witał stary,

Znane mu mury, i wieże, i wały,