Mindows wciąż siedzi. — Z wysokiéj wieżycy

Topi wzrok w białéj, dalekiéj przestrzeni.

Cicho jak w puszczy! smutno jak w mogile!

Ósmego ranka któś356 do wrót zapukał; —

Poseł xiążęcy357, lecz któż by go poznał? —

W łachmanach zdartych, w zwalanéj odzieży!

Włos rozczochrany, kij i torba w ręku!

Mindows naprzeciw posła swego bieży.

— Swarno! gdzie syn mój, towarzysze twoi? —

— Panie! rzekł Swarno, biada! wszystkim biada!