Wysoko, śmiało gięło się w półkole,

Żadną podporą nigdzie nie wstrzymane.

Ściany różnemi jaśniały barwami;

Tam drzewa na nich, tam zamki widziałeś,

I ludzkie twarze zaklęte, milczące.

Aż Linko patrzał na te cuda długo,

I rzekł do Swarna — To duchy robiły,

Człowiek by tego żaden nie dokazał. —

Ale Wargajło kiwał siwą głową,

Nic nie rzekł, ale niczém się nie dziwił.