I spływał po nich, nie dawszy im życia.

Posłuszni stali do świętych obrzędów,

Z pogańskiém sercem, z starą pogan duszą,

Milcząc ponuro, poglądając dziko.

Niejeden oczy gdy podniósł na mnicha,

Szukał na próżno oręża przy boku,

Procy u pasa macał niecierpliwy.

Nie było w tłumie radości okrzyków,

Gwarów wesołych, rozjaśnionych twarzy —

Długie milczenie wisiało nad niemi,