I dziécka swego odepchnął usciski,

Wskazując na drzwi, by wyszła, Królowéj.

I wyszła Marti, zléwając się łzami,

A jeszcze Mindows pogonił ją słowem —

— Milczéć, kobiéto, i kądziel prząść tobie,

A nie kłaść palców, kędy wrota skrzypią! —

XXVIII

Dzień był niedzielny; z kaplicy zamkowéj

Dzwon na modlitwę nowochrzczonych wzywał.

Leci próżno dwakroć, trzykroć się odzywał,