Kiedy mu Mindows z swéj ręki róg żubrzy

Podawał pełen kowieńskiego miodu.

Nie tak wśród uczty cicho tu bywało.

Teraz, zaledwie szepty się rozminą,

Zaszumią ciche, jak gałęzie w lesie,

Skrzydłami ptaka w przelocie ruszone.

I znowu cisza. Tylko niewolnicy

Stąpają cicho, naléwają czasze,

Które nieraźnie577 wypróżniają578 mnichy579.

Zatętniał zamek, Mistrz zapłonął twarzą,