To ręce w górę, to głowę podnosił.

Dziękował Bogóm593, czy ich o co prosił?

XXX

Koniec biesiadzie. Mistrz powstał od stoła594.

Lecz mu biesiada nie rozjaśnia czoła;

I tak jak wprzódy milczący, ponury,

Usiadł u okna, patrzy się w podwórzec.

Na drogę oczy nieruchomie wlepił,

Ręką paciórki595 od pasa odczepił,

I liczy, usty mrucząc cóś drżącemi.