XXXIV
Wieczór był; w zamku ognie zajaśniały,
A wkoło ognisk lud rozłożył mnogi,
Menes634 pół twarzy wychylił zza chmury,
I szedł, powoli wznosząc się do góry.
Wiatr od zachodu szumiał w chmurach dziki,
Niosąc daleko wojsk zebranych krzyki,
Bijąc się piersią o mury zamkowe.
Leciał, znów wracał, upadał i wznosił,
I świszczał głosy duchów nieziemskiemi.