Kiedy do uszu doleci, uchwyci
I sam zanóci641 — Aż wicher zawyje,
I głos mu szumem potężnym pokryje.
Wtém gdy wiatr upadł, pogasły ogniska,
Tentent642 się rozległ — Razi jego uszy,
I mimowolnie odbija się w duszy.
Sam nie wié, czemu tentent go przejmuje,
Czegoś się lęka, spodziewa i czeka,
Wesołe czoło bez przyczyny chmurzy.
We wrotach głosów kilka się ozwało,