I krew go chyba krzyżacka ugasi. —
Rzekł, skinął, — weszli bojary652 z łykami:
Wskazał im syna, wołał — Do ciemnicy
Wrzucić posłańca wrogów — Rusi szpiega. —
Wojsiełk słów nie mógł znaleść653 w ustach drżących,
A Marti płącząc ku mężu bieżała.
— Okuj mnie, woła, a puść wolno syna!
Czyż nie masz nawet ojcowskich wnętrzności,
Czyż tak dopełniasz świętéj gościnności,
Gdy krew twa własna pod twój dach się chroni?