Jak lekko duszę na ręce przyjmuje,

Żadna tak matka dziecięcia nie tuli;

I jak ją pieści, gdy z nią w niebo leci! —

Oto u łoża Marti w głowach staje,

Czeka jéj duszy — Już w jego objęciu,

I białą szatą otulił już drżącą —

Leci z nią — Marti pół w niebie, a jeszcze

Dwakroć od nieba za dziećmi swojemi

Duszą się matki zwróciła ku ziemi.

Rankiem wszedł Mindows do żony świetlicy,