Z nim dwóch ewarte i dwóch wejdalotów,

Słudzy, siepacze za niemi cisnęli —

I stali w progu, iść daléj nie śmieli.

Marti leżała blada na pościeli.

Ale ust tchnienie już nie poruszało,

Życia na licu, w rumieńcu nie było,

I piersi wpadłych oddech nie podnosił.

Złożone ręce, zamknięte powieki —

Weszli, a hałas nie zbudził uśpionéj —

Tylko się dzieci porwały z posłania,