I dwoma głosy matki zawołały.

Mindows stał nad nią niemy i wybladły,

Trup żywy jeszcze nad nieżywym trupem. —

— Umarła! — krzyknął, i zamilkł ponuro,

Aż płacz dziecięcy zdrętwiałego zbudził.

— Na konia! woła, na wrogi, za wiarę! —

Leci w podwórzec zjadły, bez pamięci,

— Na koń! na wojnę, na mnichy671, na Lachy! —

Wypadł najpierwszy, za nim tłum się goni,

I całe wojsko zpod zamku się rusza,