Wrócił na zamek, spojrzał po świetlicach.
Naprzeciw ojcu wyszło dzieci dwoje,
Same, i nié ma komu wieść za rękę.
Pusto na zamku, pusto! Jeszcze słychać
Pogrzebu wonie; w niewieściéj komnacie
Sprzęty jak dawniéj rozrzucone leżą:
Kądziel zerwana, krośna679 niedotkane.
Rąbki680 nie całkiem681 kraśną nicią szyte;
Jak gdyby Marti wyszła w sad za rutą,
Jakby za różą wyszła w las zielony,