Jakby ze sługi na łąkę wybiegła,

Lub płócien swoich bielących się strzegła.

Mindows dziesięćkroć do świetlicy wkroczył,

Jak gdyby szukał czegoś; a gdy zoczył

Krosna milczące, kądziele porwane,

I rąbki białe kurzawą zwalane,

Wrócił znów, siedział u ogniska długo,

Wysyłał patrzeć pogody na dworze,

Czy z wojskiem swojém już w pole wyjść może?

A zawsze sługa odpowiadał — Panie!