Gdy w ucho jego — pieśń kobiéca wleci —

Zerwał się, bieży do świetlicy dzieci,

I szybko podniósł ode drzwi zasłonę —

Spojrzał i stanął, a oczy zdziwione

Słupem się wryły — Nie postąpił krokiem.

Nie wyrzekł słowa długo. — Cóż zobaczył? —

Królewską kądziel w ręku białogłowy,

U stóp jéj dwoje bawiących się dzieci. —

Ona śpiéwała — Piosnka tak wesoła,

Dawno od zamku ścian się nie odbiła;